Co jeśli tak bardzo wie się kim się jest, że można pozwolić sobie na błądzenie przez eony “czasu”?

Załóżmy że jakaś dusza tak bardzo wie kim jest, że stwierdza sobie, że nic nie musi, że może wszystko, że może cokolwiek, bo ona i tak wie kim jest, więc cokolwiek się będzie działo, ona znajdzie na to pozytywne uzasadnienie, ugodzi się z tym – nawet jeśli jako dusza się rozpadnie.

Tu pytanie – czy celem duszy jest stać się (być może na powrót) świadomością? Czy może jednak stać się świadomością, to jest porażka wynikające z tego, że nie odkryło się tego co jest ważne, więc Uniwersum utylizuje takie dusze z powrotem do stanu świadomości, co dla duszy oznaczać będzie jej upadek – choć ta śmierć może być przyjemna – jak to śmierć “i nie czując nic przechodzić w nieistnienie….”

Zanim dusza się jednak rozpadnie być może może przechodzić przez długotrwałe cykle inkarnacji, gdzie będzie doświadczać raz z jednej, raz z drugiej strony swojego “jest to co jest” wikłając się w oderwane od rzeczywistości ideologie, ale trzymające się na swój sposób na tyle, że jednak stan wydaje się być stabilny. Będzie to jednak mniej lub bardziej krnąbrna dwubiegunówka, która albo będzie szukaniem innych głupich, aby weszli w to samo bagno – bo im więcej, tym masa cięższa i wydaje się stabilniej, albo będzie skakaniem między tymi biegunami.

Trudno nie akceptować, tego co jest, ale jak można nie widzieć, że w ramach tego co jest może być to co lepsze albo to co gorsze. A czy nie wydaje się rozsądnym celem być jednak dla siebie dobrym a nie złym? Więc dlaczego nie poszukiwać tej logiki, co to znaczy być dla siebie dobrym? A co jeśli poprzez myślenie – jest to co jest, więc cokolwiek zrobię, to będzie dobrze – objawia się właśnie to bycie dla siebie dobrym a nie złym? – albo przynajmniej tak się wydaje.

This entry was posted in Uncategorized. Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *