Próba dowodu na to, że jest się tylko samemu dla siebie

Załóżmy, że ktoś zaczyna robić coś, ośmieszać kogoś innego, ale nie mówi mu o tym ani nikomu wprost, ale jednak kogoś to kłuje. Jakimś magicznym sposobem udaje się temu kto ośmiesza zaprotestować, że on z tym co sobie wyczynia nie ma nic wspólnego z tym co ośmiesza w tym kogo ośmiesza.

Można zaciekawić się dlaczego ten co ośmiesza czyni to zamiast po prostu powiedzieć innemu, że jest z nim coś nie tak. Tak bardziej, to jednak ten co ośmiesza zachowuje się dziwniej od tego kogo ośmiesza – jakby pokazuje jak w soczewce powiększającej, że z tym kogo ośmiesza jest coś nie tak. Nadal jednak nic nie mówi, tylko stroi wygłupy.

Jakimś magicznym sposobem, temu kto ośmiesza udaje się niejako przerzucić swój niechciany bagaż, na tego kogo ośmiesza, wciąż mimo, że to jednak ten co ośmiesza zachowuje się niespokojnie i dziwnie, a ten kogo ośmiesza “akceptuje to”, bo nie takie rzeczy i nie takich wariatów już widział.

O co chodzi…..

Zjawisko jest pewno szerokie, bo oto jakiś zaplugawiony Kazik lub inny śpiewający menel o tym, że jest coś nie tak, może leżeć w gównie i udaje mu się dowodzić, że to system jest chory, że to ustój jest dziwne i brudny, a one jest w porządku, bo w takim syfie trudno wytrzymać. Mimo, że ci tworzący ten ustrój lub administrujący nim są raczej czyści, raczej wysławiają się sensownie i składnie. Wciąż jednak znany śpiewający menel może skutecznie wykazywać, że on ma rację, że on tak nie może, że musi pokazać ten absurd w którym on żyje. Wydaje się, że taki śpiewający menel jest nikim innym jak pożytecznym idiotą.

Może byc tak i sedno tak jest, iż ten kto ośmiesza mówi tylko o sobie tym zachowaniem, a obecność tego kto jest ośmieszany jako wyższy poziom prawdy – lustro powoduje, że ten kto niby ośmiesza obnarza się ze swoją ułomnością. Fakt nie wyśmiania jego go przez ośmieszanego oznacza, że to co ośmieszający prezentuje jest traktowane przez ośmieszanego jako norma. Ośmieszajacy także musi traktować to co ośmiesza jako normę, bo inaczej by tego nie robił. Kto wygrywa zatem tę potyczkę? Może ten kto jest bardziej spontaniczny? Ten kto się bardziej wyraża? Ten kto jest bardziej żywy? Ten kto bardziej wieźmie ośmieszaną jakość/antyjakość bardziej do siebie? Natura woli pewnie aby zamiast dwóch idiotów był jeden, aby w jednym debilizm zamplifikował się, aby w końcu jebnął.

Cdn…………

This entry was posted in Uncategorized. Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *